Uwielbiam malować z dziećmi na wielkim formacie. To jest zawsze dla nich przeżycie, niespotykane doznanie. Dużo farby po której trzeba chodzić, najlepiej boso, to jest szczęście w czystej (lub brudnej) postaci. W poznańskim przedszkolu Bajka mieliśmy wyzwanie, by namalować tło do bajki o Czerwonym Kapturku – czyli las. Mieliśmy do dyspozycji ścianę o szerokości 5,6 m i 2,8 m wysokości. I taki materiał przygotowałam. Przygotowałam też domek i dwie choinki z tkaniny, też do pomalowania oraz skonstruowałam proste stojaki do nich z rurek. Spakowałam farby, pędzle i w środowy poranek zjawiłam się w przedszkolu.

Najpierw przyszły „starszaki”. Pogadałam z nimi o pracy scenografa i omówiłam pokrótce co mamy za zadanie przed sobą. A potem się zaczęło. Trzeba było zaprojektować cały las. Zaczęły pojawiać się pierwsze linie. Zaczęła dwójka dzieci, a po chwili cała grupa miała już swoje zadania. Specjalizacje były wąskie. Był specjalista od choinki, od grubego drzewa, od cienkiego drzewa, a nawet od wierzby, choć dziewczynka ją malująca stwierdziła, że nigdy wierzby nie widziała. Szkic jest ważny, bo stanowi fundament przyszłego obrazu. My szkicowaliśmy od razu pędzlami i farbą. Szło ekstra i czas przeznaczony dla tej grupy minął nam błyskawicznie.

Daję dzieciom decydować, bo kreska dziecka jest zawsze lepsza od mojej.


Gdy przyszła kolejna grupka dzieci, tym razem młodszych, widziałam, że są podekscytowane i zadziwione tym, co ich koledzy namalowali. Szybko porozdzielaliśmy zadania, wedle upodobań. Ktoś chciał kolorować pień i marzył mu się fiolet – proszę bardzo. Ktoś miał pomysł na liście, a kilkoro dzieci zaczęło zapełniać las zwierzętami i ptakami – głównie sowami :). Obraz zaczął się ożywiać i było na nim coraz więcej koloru.

Ostatni etap naszego malowania to dodanie koloru na tło i wypełnienie barwami przestrzeni między drzewami, pomalowanie nieba i zagęszczenie traw. Gdy kolor zaczął wypełniać całą powierzchnię naszego obrazu, całość po prostu ożyła. Ekstra to zaczynało wyglądać, a efekt przerósł oczekiwania wszystkich. Ostatnia grupa dzieci pomalowała jeszcze domek babci i dwa stożki z materiału, które miały być choinkami. Ciocie też włączyły się do ostatnich wykończeń obrazu i pomagały malować tło.

Gdy dzieci poszły na obiadek, a te młodsze nawet na drzemkę, my postanowiłyśmy powiesić podeschnięte już trochę tło. Na ścianie u góry był rząd żabek i do niego przypięłyśmy nasz pomalowany materiał. Użyłam tkaniny impregnowanej, która jest dość sztywna, więc nie było super łatwo, ale dałyśmy radę. Warto było, bo dopiero w pionie ten las zaprezentował się w pełnej swej krasie! Miał posłużyć jako tło do przedstawienia, ale chyba zostanie już na wieki na tej ścianie, bo wygląda to nieziemsko. Wszyscy zachwyceni ze mną włącznie. Nie znam tylko reakcji dzieci na gotowe dzieło. Musiałam już wyjść, a one rozeszły się do swoich sal. Następnego dnia dopiero będą podziwiać efekty swojej pracy. Chciałabym zobaczyć ich miny! 🙂

Dodaj komentarz