pracownia krawiecka

Splątane nitki, ścinki na podłodze, wiecznie chowająca się miara krawiecka. Grube bele materiału, ciężkie od samego patrzenia. Przez okno wpada smuga światła, łapiąc każdy pyłek w powietrzu. Biały, duży stół, a na stole ręce. Spracowane, mądre dłonie, niejeden raz ukłute igłą. Patrzę jak zahipnotyzowana, jak układają tkaninę, wpinają szpilkę, jak zdecydowanym, pewnym ruchem kroją wielkimi nożycami. Myślę, ile sukienek, bluzek przeszło przez te dłonie… Ile nogawek zyskało dzięki nim optymalną długość oraz styl? Ile zaszewek dopasowało za luźne stroje? A ile szczęśliwych oczu patrzyło w lustro na swoje odbicie w nowej sukience, lub w starych spodniach, ale teraz na nowo dopasowanych. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tylu ludzi naraz. Jaki plac by zapełnili, ubrani w swoje ulubione rzeczy?

            Światło odbiło się od pomarańczowej tkaniny i siadło ciepłym odcieniem na nosie pani Steni. A ona się śmieje i żartuje, że ta wywijająca się krawędź materiału wyprowadzi ją z równowagi! Ale ja wiem, że nie ma takiej krawędzi, której Ona by nie wyprostowała. Przekonałam się też, że nie ma takich dzikich pomysłów, których nie dałoby się z jej pomocą zrealizować. Jestem scenografem, pani Stenia jest krawcową. Prawdziwą. Ja mam pomysły, które wymykają się wszelkim ograniczeniom. Ona zaś zna reguły i potrafi z nich skorzystać. Ja je często łamię, by stworzyć coś oryginalnego. Ona daje mi fundament, na którym mogę zbudować każdą fantasmagorię.

            Zwracam uwagę na szczegóły, to ważne, by każda rzecz, która wychodzi na świat z naszej pracowni miała ten detal, cieszący oko. Równiutki szew, idealny kształt. Na tym polu pani Stenia nie ma sobie równych! Jest precyzyjna do bólu i najpewniej by się wiła jak na mękach, jeśli miałaby zrobić coś „po łebkach”. Nie zmuszam jej do takich tortur :)

            Początki były ciekawe. Pewnego dnia wpadam do pracowni z projektami kostiumów do sztuki „Damy i Huzary” i stosem ubrań moro. Klaruję, że oto przed nami realizacja kostiumów do teatru, że z tych oto spodni moro zrobimy sukienkę. O tu rozetniemy nogawkę, całość obrócimy i zszyjemy! Sukienka ze spodni, bufiaste rękawy z nogawek, a płaszcz z kilku kurtek? Totalny mix i wszystko wbrew regułom! Jak to tak? W pierwszej chwili w oczach pani Steni zobaczyłam zdziwienie. Po chwili wyłapała z mojej chaotycznej mowy, o co mi chodzi. I zaczęło się! Kostiumy powstawały jeden za drugim i widziałam kątem oka, że ta nietypowa praca zaczyna jej się podobać. Byłam z nas naprawdę dumna. Fajnie nam się pracowało, kombinowało i przetwarzało te robocze ubrania w coś zupełnie niezwykłego. Przyszedł dzień premiery. Kątem oka widzę, jak pani Stenia siedzi wzruszona. Obok jej mąż. Kurtyna poszła. Kiedy na scenę wparowały kobitki, przyodziane w wytworne stroje bojowe, na widowni rozległy się salwy śmiechu. Po spektaklu, jak zwykle ukłony. Nie lubię wychodzić na scenę, ale teraz nie mogłam się powstrzymać. Łaps za panią Stenię i idziemy. Brawa, uśmiechy, światła, kwiaty. Chwila niezwykła.

            Mój znajomy podsłuchał, że w trakcie ukłonów, mąż pani Steni z dumą powiedział do ludzi siedzących obok: „To moja żona to wszystko uszyła!”. :)

            Ale teatr zdarza się czasami. A codziennie? Realizujemy zwykłe ludzkie marzenia z niezwykłą starannością. Klientki, które pierwszy raz wpadły z zasłonką do skrócenia, po kilku dniach przychodzą zwęzić spodnie, a potem uszyć sukienkę. I wracają. „Cieszę się, że tu jesteście, mało jest takich pracowni.” - Słyszę codziennie. I łapię kolejne uśmiechy odbite w naszym lustrze.

 

Pracownia otwarta jest od poniedziałku do piątku, między godz 7:00 a 15:00.

Click me

kontakt

agoo Agnieszka Gierach

Juwenalisa 22
60-461 Poznań

tel. +48 606 644 084