Co z czym, gdzie i jak? Czyli jak okiełznać materię.

Materia ma to do siebie, że lubi robić nam psikusy. Każdy zna stwierdzenie “złośliwość rzeczy martwych”, wygłaszane chętnie, kiedy niesforna materia wymyka się nam spod kontroli, a wszystko idzie dokładnie odwrotnie niż zamierzaliśmy. Wbijany gwóźdź wygina się pod młotkiem, jakby był z plasteliny. Taśma klejąca robi wszystko, tylko się nie klei, a farba, którą z namaszczeniem nałożyliśmy, pęka, łuszczy się i efektowną kaskadą opada na świeżo umytą podłogę. Nie zaprzeczę, takie sytuacje mogą zaistnieć, ale wynika to głównie z nieznajomości zasad używania tych materiałów. Muszę stanąć po stronie materii - ona nie jest złośliwa. Często się zdarza, że taśma sama przykleja się równiutko już za pierwszym razem, albo nitka wskakuje od razu w ucho igielne, a farby wystarcza idealnie do zamalowania calutkiej ściany!

Przecież to graniczy z cudem! Ale wtedy nikt się nie zachwyca, nikt nie woła “wspaniałość rzeczy martwych”. Dlaczego? Bo uważamy ten stan rzeczy za normalny. To wręcz nam się należy! Nic niezwykłego. Ale wystarczy, że coś nie pójdzie po naszej myśli, od razu złorzeczymy na materię. A wystarczy troszkę się z nią zaprzyjaźnić i nagle zaczyna nas słuchać. To nie czarna magia. Wystarczy poznać tylko kilka zasad, no i zdobyć odrobinę doświadczenia. Niedużo. Ot tyle, by nasze palce zaczęły pracować mniej chaotycznie, spokojniej i z większym wyczuciem, oswajając całkiem przyjazną przecież materię. Więc nawet nie jak w tytule “okiełznać”, ale właśnie oswoić. Oswoić i polubić. Choć troszkę polubić. Bo można i pokochać, jak ja, ale rozumiem, że nie każdy jest takim … materialistą.

Click me
pracownia malarska agoo
agoo.pl